Wpatrywałam się w nich dobre 5 minut bez słowa.
- Hallo! Tu ziemia do zakochanej po uszy w chłopakach, którzy stoją na przeciwko ciebie. Głupkowaty głos mojego braciszka wyrwał mnie z ... lekkiego zawieszonka. Spojrzałam z na Felix'a z miną typu ,,jesteś głupi i bardzo dobre o tym wiesz, ale nie chcesz się przyznać,, On tylko się uśmiechnął.
-Okej gdy jesteśmy już wszyscy - spojrzał na mnie Liam - może się poznamy?
Nic nie odpowiedziałam tylko wzruszyłam ramionami.
Po co mnie tu przyprowadzałeś nienormalny braciszku?
Chcesz mnie spiknąć z jednym z nich? Ten gościu w czerwonych
spodniach ma śliczne oczy.
Zaraz, zaraz.. co ty gadasz głupku?! Nie zakochuj się w nich od razu!
Mózgu mam cie dość! Wyjdź
Nie!
Tak! Wychodź, nie toleruje twojego towarzystwa!
Nie mogę wyjść ośle, bo umrzesz na podłodze tych miłych panów.
O nie! Przesadziłeś, zniszczę ciebie i Twoją rodzinę!
Foch! Forever!
Dobra!
Dobra!
- To jest Harry - wskazał na loczka. Uśmiechnął się ślicznie. Odwzajemniłam uśmiech i poprawiłam grzywkę. Żeby wam nie przynudzać przejdę dalej. Ruszyliśmy do salonu. Zajęłam miejsce na kanapie tak aby nie otoczyli mnie ONI... Moje indiańskie modły nie zostały wysłuchane, bo usiadł koło mnie śmieszny gościu o imieniu Louis. Zajmując miejsce uśmiechnął się do mnie pokazując swoje bialutkie ząbki ^_^
Zamknęłam się w swoim świecie jednorożców, tęczy i zombie zjadających wszystko na swojej drodze. Moja wyobraźnia jest chora, wiem. Usłyszałam krzyki. Obróciłam głowę w stronę hałasu. Tylko chłopcy oglądali mecz. Yhhh. Idę po coś do picia...
__________________________________________________________________
Jutro reszta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz