- Nie idziesz? - spytał, lecz nawet na niego nie spojrzałam
- Chyba tutaj zostanę - powiedziałam i spojrzałam na Lou, który szybko znalazł się na przeciw mnie i usiadł na krześle. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, nawet nie wiem czemu. Może dlatego, że jest tutaj Lou. Mój mózg i jego lub jej głupie pomysły.
- Co robisz? - przerwał lekko niezręczną ciszę
- A nic. Weszłam na Twittera, ale nic nie ma ciekawego - powiedziałam lekko wzdychając.
- Powiedz mi coś o sobie - zaczął
- Ale co mam mówić? Sama z siebie nie umiem
- Dasz radę
- A więc. - wzięłam wielki wdech - Jestem Nancy, ale to już wiesz. Jestem siostrą Felix'a to też już wiesz. I już więcej nic nie wymyślę
- To co teraz powiedziałaś bardo zmieniło moje życie - powiedział robiąc wielkie oczy i przechylając lekko głowę. Na początku byłam troszkę speszona obecnością Louis'a, ale później się rozluźniłam i gadaliśmy jak przyjaciele, którzy znają się od wielu lat. Dowiedziałam się, że razem z tą piątką postrzelonych chłopaków tworzą zespół One Direction. Pochodzi z Doncaster i ma liczną grupkę sióstr. Gra na pianinie i chce zacząć grać na gitarze.
- Jak chcesz mogę cię pouczyć grać na gitarze - zaproponowałam
- Naprawdę?
- No jasne, żaden problem - uśmiechnęłam się
Chłopak był tak zadowolony, że rzucił mi się na szyję i nie puścił dobre pięć minut. To było jakby się do mnie przyssał (XD). Gdy oderwał się ode mnie jeszcze raz podziękował, ale na prawdę nie wiem z czego się cieszył, ze mną nauka jest ciężka, będzie biedaczek przechodził męczarnie, ale gdy wszystko opanuje będzie grał na gitarze jakby urodził się z tą umiejętnością. Wróciliśmy do kibiców. Nie zmienili swojej pozycji od dobrej półtorej godziny. Ale cóż. Oglądanie meczu za meczem jest dla mnie lekką przesadą, ale to chłopacy i mój brat. Następny mecz, następny i jeszcze jeden. Był chyba 22. Powiedziałam Felix'owi, że idę do domu. Nic nie odpowiedział tylko krzyknął, żebym mu nie przeszkadzała. Krzyknęłam krótkie ,,Paaa chłopaki, idę do domu,,. Ubierałam buty, gdy przerwał mi to Lou.
- Gdzie idziesz?
- Do domu. Jestem zmęczona.
- Nie możesz iść sama. Odprowadzę cię
Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam i poprawiłam buty. Lou gotowy do wyjścia przepuścił mnie w drzwiach.
- Jaki dżentelmen, ulala - powiedziałam cicho się śmiejąc
- No widzisz. Pozwalam ci mnie podziwiać - podniósł teatralnie głowę
- Ta wiadomość odmieniła moje życie, wiesz - spojrzałam na niego robiąc głupią miną
- To znaczy, że ja je odmieniłem - powiedział. Nie powiem rozbawiło mnie to. Zaczęliśmy się śmiać jak głupki. Byliśmy w połowie drogi. Mogliśmy wybrać krótszą normalnie chodnikiem lub przez park. Oczywiście Louis musiał iść przez park, bo jak to on powiedział ,,brzydzę się chodzić po chodniku, tyle spalin, wolę park,,. Szliśmy w ciszy. Odwróciłam głowę w prawą. Lou nie było. W lewą. Też nie. Lekko się zdenerwowałam. Zmieniłam kierunek, w którym szłam. Rozglądałam się po całym parku. ,,Lou jeśli robisz sobie żarty to masz przekichane,, pomyślałam. Weszłam na trawę i szłam między drzewami, panował tam półmrok. Jedynie drogę oświetlał mi księżyc. Szłam przed siebie rozglądając się. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i zakrył mi usta dłonią. Zamknęłam oczy jakbym była pogodzona ze śmiercią. Co ja gadam?! Ja nie chce umierać!! Ten ktoś obrócił mnie w swoją stronę. Otworzyłam powoli oczy licząc, że zobaczę jakiegoś starego dziada ze zmasakrowaną twarzą, a tu moim oczom ukazuje się niebieskooki, uśmiechnięty Louis. Po moim policzku spłynęła łza. Nawet nie wiem czemu, ale chyba czułam, że ten ktoś chce mnie zabić. Lou bez słowa przytulił mnie i przeprosił.
- Przepraszam nie chciałem cię aż tak przestraszyć - powiedział nie puszczając z uścisku
- Nic się nie stało. Tylko nie strasz mnie tak więcej, proszę - Spojrzałam mu prosto w oczy. On tylko się uśmiechnął i ruszyliśmy dalej. Wyszliśmy z parku. Do domu było jeszcze troszkę. Cieszyłam się, że chociaż nie pada deszcz. Doszliśmy próbując zachować ciszę, bo jest po 23.
- To tutaj - powiedziałam opierając się o drzwi - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś
- Nie ma sprawy - podszedł bliżej i nachylił się. Otrzymałam buziaka w policzek. Choć liczyłam na coś więcej. Stop! Przestań! Dzisiaj go poznałaś. Rzuciłam mu się na szyję. Po chwili się opanowałam i oderwałam od niego. Uśmiechnęłam lekko. Ostatni raz pożegnałam się z nim. Ruszył w stronę domu machając mi. Odprowadziłam go niedaleko wzrokiem i weszłam do domu. Ruszyłam na górę. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i wskoczyłam w moją piżamkę. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Chwilę poszperałam po różnych stronkach i poszłam spać. Zasypiałam już, gdy dostałam sms-a od nieznanego numeru o treści:
Miło było. Myślę, że to powtórzymy. Jeszcze raz sorry za zawał serca
Lou Xx.










